20.05.2008

Czemu służą stypendia?

Na całym świecie stypendia - w szkołach i na uczelniach wyższych - pełnią przede wszystkim funkcję motywująco-nagradzającą. Są formą finansowej zachęty dla danej osoby do rozwoju dotychczasowych działań i osiągania kolejnych sukcesów w nauce, są również nagrodą za te właśnie osiągnięcia. W takich przypadkach - gdy docenia się wyniki danego ucznia lub studenta - nikogo nie dziwi, że wysokość stypendium może być znacząca - osoba ta przecież włożyła wiele pracy i poświęcenia, aby osiągnąć określone rezultaty i należy ją za to nagrodzić. Tymczasem w polskim systemie edukacji finansowanym ze środków publicznych wszechobecne jest przekonanie, że celem stypendiów jest obdarowanie wszystkich po równo, bo wówczas będzie panowała powszechna szczęśliwość. Nic bardziej mylnego. Taki „ochłap” rzucony tym, którzy najbardziej inwestują w swoją edukację nie zachęca ich do dalszej pracy, zaś ci którzy dostali, „bo im się należało”, zawsze będą zgłaszać pretensje, że dostali za mało… W ten sposób w pierwszej grupie wzmacniamy zniechęcenie do aktywności naukowej, w drugiej wzmacniamy postawy roszczeniowe. Jak przyznają twórcy portalu mojestypendium.pl, prowadzimy w Polsce programy stypendialne szyte nie na miarę, które nie wyrównują szans w dostępie do edukacji, a nawet w pewien sposób przyczyniają się do trwonienia kapitału ludzkiego, jaki posiadamy w naszym kraju (czytaj: Stypendia szyte nie na miarę). Na szczęście coraz więcej instytucji prywatnych zaczyna finansować programy stypendialne z głową, traktując środki przeznaczone na młodego, zdolnego ucznia czy studenta jako inwestycję społeczną, a nie zabawę w tzw. sprawiedliwość społeczną. Przydaliby się też odważni urzędnicy w oświacie, którzy będą rozumieć, że większe efekty dla budowy kapitału ludzkiego Polski przyniesie przeznaczenie dużych środków na 10 uczniów lub studentów, którzy dzięki temu będą mogli więcej osiągnąć, niż mizernych środków dla 100 osób.To wszystko nie powinno jednak zniechęcać najzdolniejszych i najaktywniejszych uczniów i studentów do starania się o stypendia. Dla tych wszystkich młodych osób, którzy poszukują wsparcia finansowego dla rozwoju swojej edukacji, zamieściliśmy w portalu edunews.pl, przygotowany przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce, informator o stypendiach pt. „Studencka kieszeń” (PDF). Służyć on będzie wymierną pomocą przy zdobywaniu środków na finansowanie własnej nauki. Powodzenia!


16.05.2008

Nauczyć się dostrzegać, zobaczyć aby się nauczyć

Obserwując rozwój systemów edukacji na świecie nie sposób nie dostrzec, że formy audiowizualne, w tym krótsze lub dłuższe filmy, mają coraz większe znaczenie w nauczaniu i uczeniu się, tak na etapie szkolnym, jak i podczas studiów wyższych. Choć filmy w edukacji nie są zjawiskiem nowym – wykładowcy od dawna korzystali z nich na zajęciach, to jednak dopiero dziś, dzięki Internetowi, rozwojowi technologii cyfrowych, dostępności urządzeń mobilnych pozwalających rejestrować i odtwarzać pliki wideo, komputerom w klasach, wykorzystanie filmu jako narzędzia edukacji staje się zjawiskiem powszechnym. Przyczynia się do tego również ogromna popularność internetowego serwisu YouTube (i wielu podobnych), uświadamiając nauczycielom, jakie formy przekazu najchętniej akceptują w dzisiejszych czasach młode uczące się osoby.
Coś, co można chyba już określić mianem „edukacji wizualnej” (ang. Visual Learning), staje się powoli jednym z ważniejszych światowych trendów w nauczaniu. Nie tylko zasoby filmów tworzonych przez osoby uczące się rosną w szybkim tempie, ale również coraz częściej to nauczyciele prowadzą zajęcia korzystając z kamery cyfrowej, aparatu cyfrowego lub nawet telefonu komórkowego. Trend ten wspierają coraz częściej również telewizje, które produkują programy już nie tylko do emisji telewizyjnej, ale również z myślą o odbiorcach w Internecie.
Wydaje się, że to dobry czas na tworzenie kanałów nowoczesnej edukacji w oparciu o materiały filmowe, gdyż miliony uczniów na świecie, mając styczność z Internetem (w tym YouTube), aparatami telefonicznymi wyposażonymi w kamery cyfrowe, odtwarzaczami multimedialnymi, są już świetnie przygotowani do korzystania z takich narzędzi podczas lekcji, co więcej, jak potwierdzają wyniki badań w różnych krajach, chcą tego i oczekują, że filmy będą częściej wykorzystywane w ich edukacji szkolnej.


Jak zauważają amerykańscy specjaliści od nowoczesnej edukacji z wykorzystaniem cyfrowych filmów wideo, „podstawową sprawnością w XXI wieku będzie umiejętność rozumienia obrazów: filmów, grafik, zdjęć wszelkiego typu… nie wystarczy już tylko pisanie i czytanie. Nasi uczniowie muszą nauczyć się przetwarzać zarówno słowa, jak i obrazy. Muszą mieć zdolność poruszania się swobodnie i płynnie pomiędzy tekstem i obrazami, pomiędzy słowem pisanym i światem obrazowym.”
Zapraszamy do lektury najnowszego raportu EDUNEWS.PL na temat cyfrowych filmów wideo w edukacji. Premierę raportu zaplanowaliśmy na 17 maja br. - czyli na Światowy Dzień Społeczeństwa Informacyjnego. Kolejne odsłony raportu ukazywać się będą co drugi dzień.

11.05.2008

Pokolenie patrzące okienkowo

Kilka dni temu przeczytałem w „Dzienniku” ciekawy wywiad z prof. Tomaszem Szlendakiem, który zajmuje się socjologią młodzieży. Opowiadał o dzisiejszych 18-19 latkach, którzy zdają właśnie egzaminy maturalne, jako o osobach, które dopiero podczas studiów zaczynają tak naprawdę dojrzewać. Ma to konsekwencje także dla procesu edukacji, bowiem dzisiejsza młodzież wymaga, innego podejścia do nauczania niż kiedyś. „Maturzyści wymagają od nauczyciela akademickiego, żeby się nimi zajął, zaopiekował, zachęcił ich do własnego przedmiotu. To pokolenie patrzące na świat okienkowo, tak jak na ekran. Siedzi taki dzieciak przed komputerem i co dwie, trzy minuty coś go od niego odrywa. Jak wynika z badań amerykańskich i kanadyjskich, może skupić się na jednym zadaniu najwyżej 10-11 minut. To buduje specyficzne spojrzenie na świat. Powoduje mętlik poznawczy. I to pokolenie 18-19-latków jest przyzwyczajone do takiego mętliku.” Zdaniem profesora dzisiejsza młodzież to pokolenie, które cechuje duża kreatywność. „Potrafią się poświęcić rzeczom, które ich zaciekawią, które sprawią im przyjemność. Jeśli coś ich zniechęci albo uznają to za nieatrakcyjne, to absolutnie nie będą się tym zajmować.(…)”. Dzisiejszy maturzyści są zdaniem prof. Szlendaka bardziej twórczy, bo mniej się boją i mniej stresują. A przeżywają mniej stresów, głównie dlatego, że nie angażują się w działania, które mogłyby im przynieść porażkę. Są elastyczni, szybko się uczą nowych zadań, dobrze radzą sobie z różnymi sytuacjami w życiu. Cóż, dla tego pokolenia metody nauczania, z którymi spotkają się na studiach na pewno nie okażą się atrakcyjne. Nudne i monotonne wykłady będą zapewne stratą czasu, kolejnym przykrym doświadczeniem ze „szkołą z innej bajki”. To jeszcze jeden dowód na to, że trzeba dokonać głębokiej reformy systemu edukacji, aby był on bardziej dopasowany do oczekiwań jego najważniejszych uczestników – uczniów i studentów.
Dla edukatorów powyższa wypowiedź prof. Szlendaka zawiera cenną wskazówkę - trzeba uczyć modułowo - przeznaczając na dane zagadnienie nie więcej niż 10 minut i zmieniać formy pracy i narzędzia, aby stale utrzymać "twórcze napięcie".

09.05.2008

Studenci nieprzygotowani do pracy

W kontekście obecnej w mediach dyskusji na temat jakości polskiej edukacji warto przytoczyć niedawno przeprowadzony sondaż Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami wśród 180 menedżerów polskich firm. Wynika z niego, że polskie uczelnie wyższe nie przygotowują dobrze studentów do rynku pracy. Przepytywani menedżerowie zwracali uwagę przede wszystkim na umiejętności praktyczne i komunikacyjne, których ich zdaniem właśnie brakuje absolwentom uczelni. Najbardziej poszukiwane cechy wśród pracowników to ich zdaniem znajomość języków obcych, umiejętności efektywnego komunikowania się i pracy w zespole. Wiedza zdobyta na studiach jest dla nich mniej znacząca (4 miejsce), zaś uzyskane podczas studiów oceny praktycznie nie mają żadnego znaczenia (12 pozycja). Problem nie leży jedynie w sposobie kształcenia na uczelniach wyższych. On moim zdaniem ma swoje źródło już w szkole podstawowej. Na wszystkich etapach kształcenia mamy do czynienia z mało praktyczną edukacją, nie pozwalającą rozwijać kreatywności i samodzielności uczniów w rozwiązywaniu problemów. Bywają oczywiście wyjątki – szkoły, gdzie zwraca się uwagę na zajęcia praktyczne przydatne uczniom w dorosłym życiu, ale to za mało. Trudno się zatem dziwić ocenie menedżerów firm – polski system edukacji nawet z podstaw przedsiębiorczości – przedmiotu, który powinien być flagowym okrętem praktycznej edukacji – uczynił nudny zbiór teoretycznych i nieprzydatnych regułek. Nic więc dziwnego, że uczniowie szkół średnich uznają podstawy przedsiębiorczości za jeden z mniej przydatnych przedmiotów dla rozwoju swojej kariery.

08.05.2008

Giełdowa kampania edukacyjna

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie po raz pierwszy w swojej historii postanowiła wykorzystać telewizję do edukacji inwestorów indywidualnych. Jak zauważa jej prezes Ludwik Sobolewski, „trzeba mówić o prawach rynku giełdowego, żeby przebijać się przez czasem niedobry stereotyp czy ignorancję na temat tego, czym jest giełda.” Kampania ma uświadamiać inwestorom, że zarówno wzrosty, jak i spadki to na giełdzie normalna rzecz. Głównym hasłem – „Nie myśl o wszystkim jak o grze. Inwestuj”, GPW chce zachęcić do większej aktywności zwykłych ludzi na rynku kapitałowym. Zdaniem organizatorów kampanii „Giełda Papierów Wartościowych na stałe weszła już w krajobraz polskiej gospodarki i finansów, jednak dla wielu osób wciąż jest instytucją mało znaną i mało rozumianą. Giełda ma fundamentalne znaczenie dla gospodarki, a wraz z postępem i doskonaleniem mechanizmów giełdowych umacnia się jej otoczenie – liczba podmiotów, osób i instytucji zajmujących się jej analizą, komentowaniem sytuacji rynkowej. W grupie tej są osoby fachowo wyszkolone, ale znaczna jej część to ludzie nie do końca rozumiejący istoty rynku giełdowego jako miejsca i mechanizmu inwestowania.” Kampania potrwa do końca maja br. – składa się na nią sześć kilkunastosekundowych filmów reklamowych emitowanych w pięciu stacjach telewizyjnych oraz radiach TOK FM i PiN. Każdy ze spotów zawiera przesłanie o ważnych mechanizmach rządzących rynkiem kapitałowym, wyjaśnia odbiorcy ich działanie i skutki, jakie mogą wywołać. Szkoda, że warszawska Giełda za taką edukację z wykorzystaniem mediów bierze się dopiero po siedemnastu latach działalności. Wprawdzie coraz więcej osób inwestuje na rynku kapitałowym, ale na przestrzeni ostatnich lat również wiele osób zraziło się do inwestowania na tym rynku, może także dlatego, że brakowało takich działań komunikacyjnych adresowanych do zwykłego Kowalskiego. Z drugiej strony oczywiście to dobrze, że Giełda takie działania zaczęła prowadzić (w końcu lepiej późno niż wcale). Tego typu kampanie edukacyjne (eduvertisements) mogą być skutecznym sposobem docierania do konsumentów i kształtowania ich świadomości ekonomicznej (finansowej), jak pokazują polskie doświadczenia z obszaru edukacji ekonomicznej i finansowej. Kampania realizowana na przełomie 2006 i 2007 r. przez NBP w czterech kanałach telewizyjnych TVN pod hasłem „Polaków Portfel Własny” zdobyła ponad 10,5 mln widzów, a przeprowadzone badania wykazały znaczący przyrost wiedzy finansowej wśród oglądających.

07.05.2008

Dziura komputerowa i co dalej?

Przeczytałem we wczorajszej „Gazecie Wyborczej”, że pojawił się nowy pomysł na walkę z pogłębiającą się tzw. luką cyfrową w Polsce. Rząd chce sprawić, aby również młodzież z uboższych rodzin mogła w pełni korzystać z komputerów w celach edukacyjnych i planuje w związku z tym rozdawać poprzez gminy komputery. Nie jestem pewien, czy pomysł jest trafiony i/lub dopracowany. Dlaczego? Z wielu powodów. Po pierwsze powszechne jakby nie było rozdawnictwo oznacza wysokie koszty takich działań, to znaczy ktoś za to musi zapłacić (czytaj my: podatnicy). Osobiście mógłbym takie rozwiązanie zaakceptować, gdybym okazało się ono być nie „łataniem” komputerowej dziury na mapie Polski, lecz inwestycją w jakość edukacji polegającą na: a) przekazaniu komputerów mających bezprzewodowy dostęp do Internetu i b) zapewnieniu bezpłatnego bezprzewodowego dostępu do Internetu w każdej gminie na całym terytorium Polski (wimax). To byłby dopiero skok jakościowy. Wydaje mi się, że poprzez powszechne rozdawnictwo jeszcze nikt chyba nie wyrównał szans w żadnym obszarze życia społecznego ani też nikogo specjalnie nie uszczęśliwił. Warto zwrócić uwagę na jeszcze trzy inne aspekty. Na świecie toczy się dyskusja o tanich laptopach za 100 USD dostępnych dla młodzieży (ostatnio zdaje się trochę „podrożały”) – jakoś nie słyszałem, aby Polska deklarowała akces do tej inicjatywy. Jeżeli myślimy o nowoczesnej edukacji wysokiej jakości – myślmy raczej o przekazywaniu laptopów, bo dzięki temu młodzież będzie bardziej mobilna, co umożliwi jej korzystanie z komputerów w każdym miejscu i czasie. Kolejna rzecz – dlaczego tylko młodzież z uboższych rodzin? Może warto w Polsce rozpocząć działania na rzecz inicjatywy 1:1 – jeden uczeń, jeden komputer (oczywiście laptop). No i ostatnia rzecz – od dziś wiadomo, że to nie od liczby komputerów zależy, czy w edukacji nastąpi jakościowy przełom. Dziś największym wyzwaniem jest zapewnienie szybkiego Internetu, bo nic tak nie wkurza młodzieży i nauczycieli, jak trwające w nieskończoność ściąganie danych z sieci. To właśnie szybki Internet jest wskazywany przez skandynawskich edukatorów jako jeden z czynników, który zadecydował o wysokich ocenach młodzieży w międzynarodowych testach.Na marginesie rodzi się również pytanie – jakie to będą komputery? Nowe czy wycofywane z publicznej administracji? Jeśli to drugie, to moim zdaniem cały pomysł jest niepoważny…

03.05.2008

Piętnastka Internetu

Zdaniem jednego z twórców globalnej sieci Internetu - Tima Bernersa-Lee, pomimo widocznego szybkiego postępu technologicznego, Internet znajduje się ciągle we wczesnej fazie rozwoju. 30 kwietnia br. z okazji 15 rocznicy udostępnienia Internetu konsumentom ciekawą rozmowę o przyszłości Internetu przeprowadziła z nim brytyjska BBC.Internet stał się potężnym narzędziem dla wielu ludzi. Według instytutu badawczego Netcraft obecnie na świecie jest ponad 165 milionów portali internetowych, z których korzysta prawie półtora miliarda ludzi na wszystkich kontynentach. Lee uważa, że w niedalekiej przyszłości dzięki Internetowi ludzie będą mieli dostęp do wszystkich danych istniejacych i tworzonych na całym świecie. To, z czego Berners-Lee najbardziej się cieszy, to rozwijająca się współpraca ludzi w Internecie, która daje już fantastyczne rezultaty. Ta współpraca - zwłaszcza w obszarze edukacji i wymiany doświadczeń - może prowadzić do bardziej efektywnych metod rozwoju globu, w tym również zmiany sposobów sprawowania rządów w krajach.Internet jest dopiero nastolatkiem, ale funkcjonowanie bez niego trudno sobie dziś wyobrazić. Badania potwierdzają, że większość osób poszukując wiedzy i informacji, korzysta przede wszystkim z zasobów Internetu (patrz: Internetowe wyszukiwarki znajdą rozwiązanie), a dopiero potem sięga po publikacje naukowe czy rozmawia z osobami, które mogą pomóc znaleźć odpowiedź na ich pytania. Internet ma olbrzymie znaczenie dla rozwoju edukacji przez całe życie i musi stać się podstawowym narzędziem osobistego rozwoju na wszystkich etapach kształcenia. Nie wystarczą zatem pracownie komputerowe w szkołach, nawet z najlepszym oprogramowaniem - powinniśmy inwestować przede wszystkim w rozwój umiejętności nauczycieli i uczniów - wykorzystania Internetu i innych nowych narzędzi w edukacji, aby byli oni w stanie sprawnie poruszać się po współczesnym świecie pełnym informacji. To samo zresztą dotyczy osób dorosłych (zwłaszcza tych w starszym wieku), którzy będąc, jak to określił Marc Prensky, cyfrowymi imigrantami - mają często jeszcze większe trudności w korzystaniu z nowych technologii informacyjno-komunikacyjnych (ICT) niż młodzież (bo ta przecież dorasta razem z nimi).